Z punktu widzenia osoby wierzącej, religia bez wiary jest pusta, jałowa. Jednak z narodowego i kulturowego punktu widzenia, także taka religia odgrywa spore znaczenie. I rozumie to np. Maleńczuk, który choć jest zadeklarowanym satanistą, do kościoła chodzi co niedzielę, obchodzi wszystkie święta a dzieci posłał do pierwszej komunii i bierzmowania. Tłumaczy to tym, że choć nie wierzy, to tradycja katolicka jest niepodważalną częścią polskiej tradycji i kultury.
W podobny sposób ja obchodzę pogańskie święta, choć rok temu się nawróciłem i przestałem być rodzimowiercą. Po prostu obchodząc np. noc kupały, pomijam aspekt religijny. Traktuję to jako część słowiańskiej tradycji i myślę, że Jezusowi nie przeszkadza jeśli se poplotę wianki, potańczę przy ognisku a potem pójdę z fajną dziewuchą poszukać kwiatu paproci.
Czy ktoś potrafi mi przedstawić chociaż jeden lud lub jedną nację, która byłaby w pełni ateistyczna? Nie, ponieważ taki lud, czy nacja, zostałaby bardzo szybko zasymilowana z sąsiadami.
W czasach przedchrześcijańskich istniało jeszcze większe zróżnicowanie niż dzisiaj. Bo nie tylko każdy lud, jak Słowianie, Celtowie, Germanie itd. mieli swoich Bogów, ale często też dwa plemiona z tego samego ludu nazywały tych samych Bogów trochę inaczej i mieli inne obrzędy i inne święta. I dzięki temu Krywicze odróżniali się od Wiślan i dzięki temu Słowianie odróżniali się od Germanów. I jestem pewien, że gdyby Wieleci albo Obodrzyńcy byli plemionami ateistycznymi, zostaliby podbici przez Niemców o wiele wcześniej.
Chociaż warto pamiętać o przedchrześcijańskich korzeniach Europy, nie ma co podważać faktu, że współczesna Europa została zbudowana na fundamentach chrześcijańskich. I kiedy np. Francja poszła drogą ateizacji i świeckiego państwa, przestała być  ”najstarszą córa Kościoła” a stała się najmłodszą córą islamu. Bo jak już wcześniej pisałem, religia jest takim samym nieodłącznym elementem narodu, jak kultura i język. Przyroda zaś nie cierpi próżni i kiedy we Francji zabrakło elementu chrześcijańskiego, zastąpił ją dominujący element islamski. Element, z którym wojujący ateusze i antyklerykałowie nie mogą sobie poradzić, chociaż ten element islamski zawiera wszystko to, czego oni nienawidzą. Walczą z Kościołem, co w realiach francuskich przypomina kopanie leżącego, a z Islamem walczyć nie mogą, bo brakuje im jaj i płynącej z Wiary siły i determinacji. Jak to powiedział Jerzy Urban: „Z muzułmanów śmiać się boję, bo zabijają; gdyby katolicy w Polsce zabijali, to też bym ich nie ruszał, bo jestem tchórzem”.
Religia jest ważna również ze względu na stan moralności społeczeństwa. Oczywiście istnieją jednostki, które i bez dekalogu posiadają silne poczucie moralności, choć jest to zdecydowana mniejszość (choć wielu się za takich uważa :P). Ludzie, którym od dziecka wpajano 10 przykazań, choć sami np. nie wierzą, są mniej skłonni do popełniania przestępstw, tak samo jak ludzie pochodzący z „ciemnej, zabobonnej” prowincji. Poniżej zaś znajduje się mapa Europy i procent małżeństw, które kończą się rozwodem. Największy procent jest właśnie w byłych krajach Związku Sowieckiego, gdzie przez dziesięciolecia zamieniano kościoły, cerkwie i synagogi na magazyny czy muzea zabobonu (dosłownie), a także w krajach zachodnich, gdzie w myśl ateizacji państwa i społeczeństwa, Kościół został zepchnięty na margines. Wiem, że niektóre małżeństwa to są przypadki beznadziejne, ale ludzie wierzący, czy to praktykujący, czy też niepraktykujący, starają się swoje małżeństwa ratować, naprawiać i o nie dbać. Rozwód przychodzi dopiero wtedy, gdy już naprawdę nie da się nic zrobić. Inaczej to wygląda w państwach, gdzie ślub można wziąć w 10 minut, a rozwód w 15.

https://wirtualnapolonia.files.wordpress.com/2015/11/procent-malzenstw-konczacych-sie-rozwodem-w-europie.jpg?w=1400

Przejrzałem wczoraj w nocy moje stare wierszuchy. Nie wiedziałem, że można tak bardzo nienawidzić własnej twórczości.
Teraz już wiem, jak się czuje Bóg.

Patriotyzm i konserwatyzm to taki współczesny punk rock.
Jest to bunt przeciwko pewnemu establishmentowi i systemowi, który został przez niego stworzony. Jest to bunt przeciwko terrorowi politpoprawności i obłudzie.
Ale żeby obrzydzić komuś punka, wystarczy, żeby punk trafił do mainstreamu. Wtedy pojawia się komercja, pedalski punk typu Green Day, a także dresiarsko-dyskotekowy irokez, czy takie kiczowate zielone „czapki” z irokezem dostępne na imprezach sponsorowanych przez piwo Lech. No i oczywiście pojawiają się też pozerzy.
Z radością obserwowałem modę na patriotyzm, która zaczęła się pojawiać w Polsce i analogicznie na Białorusi. A potem pojawiły się kije bejsbolowe z Małym Powstańcem, pościel z godłem Polski, czy polska flagą, którą jakaś karyna wytatuowała sobie nad cipą.
Wraz z komercją, pojawili się też pozerzy, którzy nie rozumieją wartości jakie noszą na koszulkach. Chyba, że jest to akurat koszulka z hasłem „Cały nasz chuligański trud, Tobie ukochana Ojczyzno”. Wtedy zdemolowanie przystanku, czy danie w mordę pierwszemu lepszemu typowi na ulicy jest już uzasadnione. Patriotyczna koszulka jest dla nich tożsama z gwiazdą szeryfa, a skopanie typa który krzywo na nich spojrzał przemienia się w obronę Polski przed lewactwem. I później tacy pozerzy krzyczą „jebać lewakuf”, choć o prawicy w sensie światopoglądowym, czy gospodarczym, nie mają zielonego pojęcia. Widziałem też zdjęcia aresztowanych za kradzież typków. Jeden miał bluzę z husarią, a drugi z krzyżem NSZ. Później widziałem takich rzeczy więcej…
Mam nadzieję, że kiedyś do nich dotrze, że pewne wartości należy nosić w sercu, a nie na koszulkach/skarpetkach/bokserkach.

Witaj nowy wspaniały świecie

Pesymiści i fantaści myśląc o przyszłości często widzą ją w realiach Orwellowskich. Tymczasem wszystko zmierza w stronę wizji Huxleya zawartej w jego „Nowym wspaniałym świecie”. Ale ja nie chcę porównywać tych wizji ogółem, tylko skupić się na mediach.
U Orwella dostęp do informacji jest jak w klasycznym ustroju totalitarnym. Dostęp do informacji jest ograniczony przez Ministerstwo Prawdy i żaden inny przekaz informacji nie istnieje. U Huxleya człowiek jest bombardowany informacjami z każdej strony. Większość tego to albo głupoty albo kłamstwa. Prawda też jest, lecz gdzieś tam pomiędzy reklamą nowego proszku do prania, a jakąś zmyśloną bzdurą. Wyłowienie prawdy z tego informacyjnego szumu graniczy z cudem. Co sprawia również, że ludzie stają bardzo bierni na to co słyszą.
Media w wizji Huxleya wydają mi się o wiele gorsze, gdyż z jedną jedyną tubą propagandową ludzie jakoś sobie radzili. Bo jeżeli w „Prawdzie” czy „Izwiestiach” napisano, że jest tak i tak, to znaczy, że jest kompletnie na odwrót, a oczywista propaganda jest zbyt oczywista. Zdecydowanie gorzej dla prawdy jest gdy trzeba ją wyciągnąć z worka pełnego fake newsów, manipulacji, reklamy nowego tableta, propagandy, nowej bielizny Dody, kolejnych fake newsów i info o nowym chłopaku Weroniki Rosati.
I teraz jesteśmy tutaj, w Polsce, choć to samo dzieje się wszędzie, aczkolwiek skupmy się na polskich realiach.
Ci którzy nazywają TVP propagandową tubą PISu mają jak najbardziej rację. Tyle że ja nazywałem TVP telewizją reżimową i 4 lata temu i 8 lat temu… Skoro jest to telewizja państwowa, nikogo nie powinno dziwić, że znajduje się w rękach władzy, jaka by ta władza nie była. Nie ma nic złego w stronniczości, każdy dziennikarz i publicysta posiada jakieś poglądy i jeżeli ktoś nazywa się najobiektywniejszym obiektywnym obiektywistą to po prostu kłamie.
To co mnie przerażało wcześniej to ogrom manipulacji, który potęgował się wraz ze wzrostem napięcia politycznego.
Po przekraczaniu każdej kolejnej granicy bezczelności, poprzeczka moralności opadała coraz niżej, więc gdy zwykła manipulacja już nie wystarcza, jesteśmy coraz bardziej bombardowani fake newsami.
Teraz przerażają mnie fake newsy, które choćby nazywane „postprawdą” wciąż są kłamstwami. I jest to zjawisko coraz powszechniejsze…
O ile wcześniej takie fake newsy były dziełem różnych internetowych trolli, to dziś o różnych sierotach z Aleppo czy innych niewypowiedzianych przez kogoś słowach słyszymy od poważnych mediów, mających miliony słuchaczy/czytelników/widzów.
Najgorsze jest to, że tych wszystkich manipulacji i fake newsów nikt nie prostuje. Rzecz poszła w eter, jakiś post udostępniło kilka tysięcy ludzi, jeszcze więcej osób usłyszało o tym w TV, a prawda? Prawda jest gdzieś tam, na krańcu internetów, u tych paru dzielnych ludzi z różnych facebookowych zakątków, którzy weryfikują i sprawdzają informacje. Za darmo.
Problemem jest też to, że twórców różnych wierutnych kłamstw nikt nie pociąga do odpowiedzialności i czują się zupełnie bezkarni. Ot przykład: „dziennikarz” wyborczej, Paweł Wroński napisał kłamstwo o innym dziennikarzu Marcinie Makowskim. Gdy pan Makowski napisał na tweeterze, że jest to kłamstwo, Wroński odpowiedział „No i co z tego?”. No i co z tego, moi drodzy?
W fake newsach przodują przede wszystkim media związane z poprzednim establishmentem, zarówno w Polsce jak i USA. Im więcej czasu mija od stracenia monopolu na informację, tym bardziej rośnie ich frustracja, tym bardziej wszystkie chwyty dozwolone, a że u tzw. postępowców moralność stoi na niższym poziomie? Im niższa moralność i frustracja tym więcej chwytów do wykorzystania.
Bombardowani jesteśmy również informacjami prawdziwymi, lecz one są jedynie tematami zastępczymi. Za każdym razem kiedy wszystkie media huczą o gejach, aborcjach i Owsiakach to wiedz, że coś się dzieje. Bo gdy wtedy wyborcy PISu i PO/.N skaczą sobie do gardeł, posłowie PISu i PO/.N w pełnej zgodzie szykują coś co uderzy w nas wszystkich. A później znów mogą publicznie się nie lubić.
W skutek takiej degeneracji mediów, część ludzi jest coraz bardziej bierna wobec informacji, a część łyka wszystko jak pelikan rybę.
Ciekawym przykładem jest też jak jakiś czas temu to co było teorią zostało pokazane w praktyce. Mówię tu pewnym odcinku programu „Studio Polska”. Na początku programu prowadzący powiedział „właśnie otrzymaliśmy informację, że Ryszard Petru został aresztowany przez UOP z powodu szpiegostwa na rzecz innego kraju”. Kilka sekund później powiedziano, że jest to nieprawda, a tematem dzisiejszego programu będzie jak powstają fałszywe informacje. Co zaś zrobiły pozostałe media? „TVP kłamie o Ryszardzie Petru! Nowoczesna szykuje pozew! Bezczelna propaganda TVPis!!!”. Jakoś nie wyobrażam sobie, że twórcy tych artykułów obejrzeli tylko pierwsze sekundy tego programu i po usłyszeniu takiej szokującej informacji przełączyli na „Barwy szczęścia”. A nawet gdyby, to w tamtej celowo fałszywej informacji była podpowiedź, że jest to fake. Bo jak UOP mógł aresztować Petru skoro nie istnieje od wielu lat?
To było zabawne i straszne za razem, patrzeć jak media postępują dokładnie w taki sposób, jaki został omówiony w tym programie. Absurd, niczym u Monty Pythona.

Tak jak XX wiek był erą atomu, tak XXI wiek jest erą informacji. Dziś za pomocą mediów tradycyjnych i internetu czyni się więcej szkód niż dzięki czołgom, pociskom i karabinom. Witaj nowy wspaniały świecie.

Jestem zły… ]:->

Wkurwiłem wczoraj Złego, a on wkurwił mnie. I teraz jestem zły…, tak dobrze zły.
Przez ostatnie miesiące starałem się wyciszyć i wyszło to mi aż za dobrze. Tak się wyciszyłem, że stałem się martwy w środku jak jeszcze nigdy w życiu. Jakbym był duchem czy echem.
Pamiętałem uczucia, ale ich nie czułem. Wyobrażałem je sobie, jak jakiś socjopata. Patrzyłem jak wszystko przemija i nic nie robiłem, ponieważ martwi nie mają siły sprawczej. Byłem dla wszystkich miły i uprzejmy, bo to akurat nic nie kosztuje.
No i Zły, mój rogaty, posiadający czarne skrzydła przyjaciel i nieprzyjaciel w jednym, wkurwił się. „Zrób że coś do cholery! Cokolwiek! Czy to dobrego, czy złego! Walnij ze mną po piwku, albo zagraj mi na nosie by znów wyszło na Twoje. Zrób coś wielkiego, albo chociaż pierdnij, żebym wiedział że żyjesz”.
No i pierdłem mu w nos. W moich oczach znów zagościły złośliwe chochliki, umysł się wyostrzył jak miecz zrobiony przez Hattori Hanzo, a palce zaczęły skakać po klawiaturze jak u pianisty z adhd.
Jestem zły, ale tak dobrze zły. Jak Terminator, który rzuca przeklina, kozackie teksty, rozpierdala złych kolesi, ratuje laski i resztę świata.
„Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro”

O tym, że więcej jest dobrych ludzi wśród biednych, niż bogatych wiadomo jeśli nie z dorosłej obserwacji, to chociażby z bajek opowiadanych dzieciom na dobranoc. Ja najbardziej się utwierdzam w tym poglądzie, kiedy jeżdżę stopem. Kiedy widzę zajebistą i drogą furę, to wiem, że nawet nie warto ręki podnosić. Bo jedyne co bym otrzymał to pogardliwe spojrzenie i wyraz twarzy mówiący „jeszcze kurwa czego”. Za to im samochód gorszy i starszy tym bardziej rosną szansę na złapanie okazji. A kiedy na horyzoncie pojawia się maluch lub jaki dojechany poldek, to już wiem, to już mam 100% gwarancji. I zawsze są to przemili ludzie, z którymi aż miło pogawędzić, ba! aż chce się jechać dalej.

Boże mój najdroższy. Jeżeli kiedyś uczynisz mnie milionerem, a ja bym stał się nowobogackim snobem, zabierz mnie to wszystko, jak niegdyś dla Hioba, bym mógł dalej być ludzkim człowiekiem…

Papierosy są jedną z nielicznych radości tego świata. Palę jakieś 7 miliardów fajek dziennie, ale tym najważniejszym jest ten pierwszy z rana. Czasem niestety zdarza się, że nie smakuje tak jak powinien, a to bardzo źle wróży na bieżący dzień. Wtedy palę fajka za fajkiem, dopóki nie zasmakuje jak należy. Czasem trzeba czekać na to aż do popołudnia, albo nawet wieczoru. I dopiero wtedy można zacząć prawilny dzień…

It’s a long lonely journey from death to birth.

Moja ulubiona pora dnia, to kiedy z jednej strony ciemność nocy i księżyc, a z drugiej świt oznajmia niedługie przebycie słońca. A po środku ja i szarość. Ani to noc, ani to dzień. Dawniej uważano to za magiczną porę, coś pomiędzy, np. między światem fizycznym i duchowym. Wtedy to harcują różne duchy, dobre i złe jak ja, a ludzi budzą szczekające psy.
Ni to dzień, ni to noc. Ni to śmierć, ni to życie. I choć jest to moja pora, to czuję, że utknąłem.
Czuję się martwy w środku, ale zmarli przecież nie czują. A więc jednak trochę żyję. Ale optymistycznie patrząc, mogę posłużyć za nawóz, bo nawet na trupach rosną czasem kwiaty, co nie raz udowodniłem swoją twórczością.
A może ja się po prostu jeszcze właściwie nie narodziłem i jestem na tej, jak to śpiewa Michael Pitts, długiej, mrocznej i samotnej drodze od śmierci do narodzin?

Choć jestem umiarkowanym pacyfistą (czyli przemoc jedynie w ostateczności, w obronie siebie, bliskich, kraju, wartości) i bydło szukające na mieście zaczepki uważam za podludzizm, to jednak muszę przyznać, że nie ma nic rozkoszniejszego od dania komuś w mordę. Mogę nie pamiętać swojego pierwszego razu z dziewczyną, ale pamiętam ze wszystkimi szczegółami pierwszy raz, gdy dałem komuś po mordzie (4 klasa podstawówki).
Nawet jeżeli moje szanse są nikłe, to ten pierwszy cios należy do mnie i nikt mi tego nie odbierze. Tylko że facet nie wie, że obrywa nie tylko za bycie mendą. Obrywa za to, za to że baba która nie wie co kierunkowskaz omal mnie nie potrąciła, za wczorajszego kaca i za psie gówno w które wdepnąłem. Obrywa za wygazowane piwo i za to że świat nie jest taki, jaki być powinien.
Całe to gówno, cała ta frustracja i złość kumuluje się w pięści. I nawet jeżeli potem sam muszę wypluwać zęby, to jednocześnie przeżywam prawdziwe katharsis, oczyszczenie…