Przedwczoraj w Europie doszło nie do jednego, lecz dwóch aktów terroru. Pierwszy odbił się głośniejszym echem z powodu wybuchów i krzyku. Mowa oczywiście o tragicznych wydarzeniach w Belgii. Do drugiego i cichszego zaś doszło na sali sądowej w Rosji. Ukraińska pilotka, Nadia Sawczenko usłyszała wczoraj swój wyrok: 22 lata ciężkiego więzienia za współudział w zabójstwie dwóch rosyjskich dziennikarzy podczas walk w Donbasie w 2014 roku.
Wyrok nikogo nie zaskoczył. Rosyjskie media orzekły, że Sawczenko jest winna jeszcze za nim sędzia wydał werdykt. Sam proces był farsą i miał tylko stwarzać iluzję, że Rosja jest państwem prawa. Aż przypominają się procesy pokazowe z czasów słusznie minionych, gdzie potrzebny był kozioł ofiarny do rzucenia na żer opinii publicznej, gdzie nieważne były dowody, a oskarżony był z góry winny, a wszystko stwarzało tylko pozory legalności i prawomocności.
O ile podczas dawnych procesów pokazowych oskarżony zawsze bił się w piersi i przyznawał się do zrzucania z samolotów stonki ziemniaczanej, to Sawczenko nie dała się złamać. Otwarcie kpiła z tej szopki, śpiewała ukraińską piosenkę o skorumpowanych sędziach, a gdy po odczytaniu wyroku sędzia powiedział „wszyscy, których to śmieszy, zostaną natychmiast usunięci z sali rozpraw” niezłomna pilotka krzyknęła za śmiechem: mnie to bawi!
Rosja pokazała światu, że nie tylko swoich obywateli trzyma w ryzach, ale że potrafi też porwać człowieka z innego państwa, oskarżyć go o bycie różowym słoniem w zielone kropki, nawet nie zajmując się takimi głupotami jak dowody i że gdzieś ma międzynarodową opinię.
Trzy dni temu patriarcha Cyryl powiedział, że prawa człowieka są globalną herezją. W taki sposób Rosja wystawia sobie świadectwo państwa, które jest państwem europejskim wyłącznie w sensie geograficznym.