Jan Paweł II nigdy nie przestał marzyć o spotkaniu z patryjarchą Moskwy i Wszechrusi, oraz pielgrzymce do Rosji. Choć podczas swoich pielgrzymek odwiedził 134 kraje, do Rosji nie mógł pojechać z powodu polityki Kremla i Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej. Nie przestawał jednak wierzyć, że coś się kiedyś zmieni.
Ponad miesiąc temu, 12 lutego, pierwszy raz od schizmy wschodniej w 1050 roku, doszło do spotkania głowy kościoła katolickiego i rosyjskiej cerkwi prawosławnej. Tylko ile było w tym prawdziwego pojednania, a ile politycznego wyrachowania?
Do spotkania doszło na neutralnym gruncie, na Kubie. Nazywanie jednak państwa, w którym tysiące więźniów politycznych gnije w więzieniach, w którym obywatele żyją na skraju nędzy i którego reżim jest odpowiedzialny za śmierć i cierpienie wielu ludzi – symbolem nadziei dla Nowego Świata, wydaje się trącić ogromnym cynizmem.
Ciężko też uwierzyć w dobre intencje patryjarchy Cyryla, gdyż ten były agent KGB nigdy nie robił nic bez zgody bądź polecenia Kremla.
Choć w tym spotkaniu więcej było wielkiej polityki niż szczerych intencji, pojednanie między chrześcijanami jest potrzebne. I powinniśmy zacząć od własnego podwórka.