Patriotyzm i konserwatyzm to taki współczesny punk rock.
Jest to bunt przeciwko pewnemu establishmentowi i systemowi, który został przez niego stworzony. Jest to bunt przeciwko terrorowi politpoprawności i obłudzie.
Ale żeby obrzydzić komuś punka, wystarczy, żeby punk trafił do mainstreamu. Wtedy pojawia się komercja, pedalski punk typu Green Day, a także dresiarsko-dyskotekowy irokez, czy takie kiczowate zielone „czapki” z irokezem dostępne na imprezach sponsorowanych przez piwo Lech. No i oczywiście pojawiają się też pozerzy.
Z radością obserwowałem modę na patriotyzm, która zaczęła się pojawiać w Polsce i analogicznie na Białorusi. A potem pojawiły się kije bejsbolowe z Małym Powstańcem, pościel z godłem Polski, czy polska flagą, którą jakaś karyna wytatuowała sobie nad cipą.
Wraz z komercją, pojawili się też pozerzy, którzy nie rozumieją wartości jakie noszą na koszulkach. Chyba, że jest to akurat koszulka z hasłem „Cały nasz chuligański trud, Tobie ukochana Ojczyzno”. Wtedy zdemolowanie przystanku, czy danie w mordę pierwszemu lepszemu typowi na ulicy jest już uzasadnione. Patriotyczna koszulka jest dla nich tożsama z gwiazdą szeryfa, a skopanie typa który krzywo na nich spojrzał przemienia się w obronę Polski przed lewactwem. I później tacy pozerzy krzyczą „jebać lewakuf”, choć o prawicy w sensie światopoglądowym, czy gospodarczym, nie mają zielonego pojęcia. Widziałem też zdjęcia aresztowanych za kradzież typków. Jeden miał bluzę z husarią, a drugi z krzyżem NSZ. Później widziałem takich rzeczy więcej…
Mam nadzieję, że kiedyś do nich dotrze, że pewne wartości należy nosić w sercu, a nie na koszulkach/skarpetkach/bokserkach.