Miesiąc temu miała miejsce okrągła, setna rocznica przewrotu bolszewickiego, mylnie nazywanego rewolucją, gdyż na to miano zasługuje jedynie rewolucja lutowa, która rzeczywiście była ruchem oddolnym (i demokratycznym!), w przeciwieństwie do wydarzeń z 7 listopada, który był zbrojnym przejęciem władzy przez ugrupowanie polityczne, które miało zbyt małe poparcie by zdobyć władzę legalnie.
Dla mnie, w moim osobistym rankingu, przewrót bolszewicki był największą tragedią jaka spotkała ludzkość.
Większą niż II wojna światowa? Gdyby nie Sowiety, to może nawet i by nie było II wojny światowej, ale to już materiał na inny tekst, a nawet i na książkę. Gdyby nie Sowiety, nie byłoby też eksportu rewolucji do innych krajów i na inne kontynenty. Choć „Czarna księga komunizmu” przypisuje do 100 milionów ofiar łącznie dla wszystkich krajów komunistycznych, to można sądzić, że gdyby nie Sowiety, to nie byłoby żadnych krajów komunistycznych. Ale okej. Ograniczmy się tylko do ZSRR.
6 milionów Żydów zabitych przez Niemców? W czasie samego tylko Wielkiego Głodu na Ukrainie zginęło 8 milionów Ukraińców. A zresztą, jest coś o wiele gorszego niż śmierć kilku milionów z powodu narodowości. Śmierć dziesiątków milionów BEZ ŻADNEGO POWODU. A dodajmy do tego jeszcze dziesiątki milionów, które straciły zdrowie, lub człowieczeństwo z powodu skazania na łagry.
Ale to dalej nie wszystko. O ile Niemcy eksterminowali jakiś procent mieszkańców, to Bolszewicy robili swoim obywatelom coś o wiele gorszego niż fizyczna eksterminacja. Sprowadzali ducha ludzkiego na dno nędzy i rozpaczy, co uważam za zbrodnię przeciw CZŁOWIECZEŃSTWU.
O ile w III Rzeszy lub na ziemiach przez nich podbitych nie musiałeś się niczego obawiać jeśli nie byłeś Żydem lub członkiem ruchu oporu, to w Sowietach nikt nie mógł czuć się bezpieczny. Nikt, od najbiedniejszego chłopa, po partyjną wierchuszkę. Codziennemu życiu towarzyszyła paranoja, biologiczny wręcz strach, a rzeczywistość była pełna poważnego absurdu i groteski.
Przeprowadzono też inżynierię społeczną, której skutki na wschodzie widzimy do dziś i nie wiem ile pokoleń musi przeminąć, by można było wrócić do stanu pierwotnego.
Taki to był absurdalny system, w którym prostytutka zostawała nauczycielką, a kryminalista burmistrzem lub szefem milicji. W tym systemie człowiek uprzejmy, kulturalny, życzliwy, lub też po prostu LUDZKI nie miał prawa przetrwać. Pozytywne cechy były piętnowane, a te najgorsze wręcz pożądane.
Tak o tym pisał Sergiusz Piasecki, który w latach 20 był przemytnikiem i polskim szpiegiem: „Żeby nie wpaść, trzeba być chamem! Żeby pracować długo i skutecznie, trzeba być chamem! Śmiałości, sprytu, wiedzy mało. U nas trzeba jak najwięcej chamstwa! U nas tylko chamstwem można zaimponować ludziom. U nas: im większy człowiek, tym większy cham… Pytają ciebie o dokumenty i podaj niecierpliwie, nadąsany i mów oczami: „No, prędzej, ścierwo!!”.Od razu pomyślą: „To jakiś lepszy ananas! Droga wolna!”.”
Wydaje mi się to oczywiste, ale na wszelki wypadek podkreślam: tym tekstem nie próbuję nawet choć odrobinę wybielać nazizmu, ani bagatelizować Holocaustu. Wybrałem „największe zło” jakie powstało na świecie, żeby porównać prawdziwe największe Zło, jakie powstało na świecie.
Bo wkurza mnie, że nigdy nie doszło do Norymbergii dla komunistów. Wkurza mnie, że choć nazizm jest słusznie potępiany i ostracyzowany, to jeśli chodzi o komunizm/bolszewizm, wszędzie można spotkać matołków w koszulkach z sierpem i młotem. Że komunizm/bolszewizm nie jest tak samo potępiany jak nazizm. To by było takie minimum. Bo choć obie te ideologie są bliźniacze, to komunizm jest tym najgorszym z bliźniaków.
d2dec60b11ff