Edward Horsztynski

Ten użytkownik nie wpisał jeszcze żadnych informacji o sobie.


Wpisy Edward Horsztynski

„Przeklęty powstań ludu ziemi/Głodzonych głupców cały świat/W sowieckim kotle obierzyny/W sowieckim kotle koński gnat”

Miesiąc temu miała miejsce okrągła, setna rocznica przewrotu bolszewickiego, mylnie nazywanego rewolucją, gdyż na to miano zasługuje jedynie rewolucja lutowa, która rzeczywiście była ruchem oddolnym (i demokratycznym!), w przeciwieństwie do wydarzeń z 7 listopada, który był zbrojnym przejęciem władzy przez ugrupowanie polityczne, które miało zbyt małe poparcie by zdobyć władzę legalnie.
Dla mnie, w moim osobistym rankingu, przewrót bolszewicki był największą tragedią jaka spotkała ludzkość.
Większą niż II wojna światowa? Gdyby nie Sowiety, to może nawet i by nie było II wojny światowej, ale to już materiał na inny tekst, a nawet i na książkę. Gdyby nie Sowiety, nie byłoby też eksportu rewolucji do innych krajów i na inne kontynenty. Choć „Czarna księga komunizmu” przypisuje do 100 milionów ofiar łącznie dla wszystkich krajów komunistycznych, to można sądzić, że gdyby nie Sowiety, to nie byłoby żadnych krajów komunistycznych. Ale okej. Ograniczmy się tylko do ZSRR.
6 milionów Żydów zabitych przez Niemców? W czasie samego tylko Wielkiego Głodu na Ukrainie zginęło 8 milionów Ukraińców. A zresztą, jest coś o wiele gorszego niż śmierć kilku milionów z powodu narodowości. Śmierć dziesiątków milionów BEZ ŻADNEGO POWODU. A dodajmy do tego jeszcze dziesiątki milionów, które straciły zdrowie, lub człowieczeństwo z powodu skazania na łagry.
Ale to dalej nie wszystko. O ile Niemcy eksterminowali jakiś procent mieszkańców, to Bolszewicy robili swoim obywatelom coś o wiele gorszego niż fizyczna eksterminacja. Sprowadzali ducha ludzkiego na dno nędzy i rozpaczy, co uważam za zbrodnię przeciw CZŁOWIECZEŃSTWU.
O ile w III Rzeszy lub na ziemiach przez nich podbitych nie musiałeś się niczego obawiać jeśli nie byłeś Żydem lub członkiem ruchu oporu, to w Sowietach nikt nie mógł czuć się bezpieczny. Nikt, od najbiedniejszego chłopa, po partyjną wierchuszkę. Codziennemu życiu towarzyszyła paranoja, biologiczny wręcz strach, a rzeczywistość była pełna poważnego absurdu i groteski.
Przeprowadzono też inżynierię społeczną, której skutki na wschodzie widzimy do dziś i nie wiem ile pokoleń musi przeminąć, by można było wrócić do stanu pierwotnego.
Taki to był absurdalny system, w którym prostytutka zostawała nauczycielką, a kryminalista burmistrzem lub szefem milicji. W tym systemie człowiek uprzejmy, kulturalny, życzliwy, lub też po prostu LUDZKI nie miał prawa przetrwać. Pozytywne cechy były piętnowane, a te najgorsze wręcz pożądane.
Tak o tym pisał Sergiusz Piasecki, który w latach 20 był przemytnikiem i polskim szpiegiem: „Żeby nie wpaść, trzeba być chamem! Żeby pracować długo i skutecznie, trzeba być chamem! Śmiałości, sprytu, wiedzy mało. U nas trzeba jak najwięcej chamstwa! U nas tylko chamstwem można zaimponować ludziom. U nas: im większy człowiek, tym większy cham… Pytają ciebie o dokumenty i podaj niecierpliwie, nadąsany i mów oczami: „No, prędzej, ścierwo!!”.Od razu pomyślą: „To jakiś lepszy ananas! Droga wolna!”.”
Wydaje mi się to oczywiste, ale na wszelki wypadek podkreślam: tym tekstem nie próbuję nawet choć odrobinę wybielać nazizmu, ani bagatelizować Holocaustu. Wybrałem „największe zło” jakie powstało na świecie, żeby porównać prawdziwe największe Zło, jakie powstało na świecie.
Bo wkurza mnie, że nigdy nie doszło do Norymbergii dla komunistów. Wkurza mnie, że choć nazizm jest słusznie potępiany i ostracyzowany, to jeśli chodzi o komunizm/bolszewizm, wszędzie można spotkać matołków w koszulkach z sierpem i młotem. Że komunizm/bolszewizm nie jest tak samo potępiany jak nazizm. To by było takie minimum. Bo choć obie te ideologie są bliźniacze, to komunizm jest tym najgorszym z bliźniaków.
d2dec60b11ff

O poziomie czytelnictwa…

„Książki uczą, książki są mądre” – takie coś wpaja się non stop a potem jest wielkie zdziwko, że poziom czytelnictwa w Polsce (i ogółem po tej stronie galaktyki) jest tak strasznie niski.
To jest tak samo jak ze zdrową żywnością. Jak tylko się powie „zdrowa żywność”, „jedz bo to jest zdrowe” to od razu większość jest pewna, że skoro jest zdrowe, to musi być niesmaczne. Sam w sumie tak miałem za dzieciaka, dopóki sam nie zacząłem kucharzyć i nie ogarnąłem, że może być zdrowo i smacznie. Aczkolwiek łatwiej byłoby propagować „zdrową i SMACZNĄ” żywność niż tylko „zdrową” bo to nikogo nie przekona.
Podobnie jest z książkami. Bo jeżeli coś „uczy” albo „jest mądre” to znaczy, że jest nudne, a już na pewno nie może równać się z inną rozrywką typu gry, filmy i seriale. Tymczasem czytanie książek może być naprawdę zajebistą rozrywką.
I tak jak jest fantastyka wysokich lotów jak np. twórczość Lema, jest też fantastyka rozrywkowa jak np. „Kłamca” Ćwieka, albo seria o Jakubie Wędrowyczu Pilipiuka. Przy Wędrowyczu to już w ogóle można co chwilę kisnąć ze śmiechu. A przy okazji coś tam można zapamiętać gdyż Pilipiuk daje często dużo różnych ciekawostek. Tak samo babka, która non stop czyta jakieś bzdury (aczkolwiek dla niej rozrywkowe) typu romansy dziejące się w epoce wiktoriańskiej, również jakieś ciekawostki a propos epoki zapamięta. No i zawsze jest jakaś możliwość, że taki „amator” przejdzie później z lżejszej literatury na tą poważniejszą.
Zwłaszcza w szkołach powinno się propagować książki jako świetną rozrywkę, a nie tylko i wyłącznie jako coś co „jest mądre i uczy”. Bo klasyka literatury, pisana ciężkostrawnym językiem, raczej nie sprawi bo jakikolwiek uczeń sięgnął po coś innego. Nawet kiedy już nie będzie uczniem

Z punktu widzenia osoby wierzącej, religia bez wiary jest pusta, jałowa. Jednak z narodowego i kulturowego punktu widzenia, także taka religia odgrywa spore znaczenie. I rozumie to np. Maleńczuk, który choć jest zadeklarowanym satanistą, do kościoła chodzi co niedzielę, obchodzi wszystkie święta a dzieci posłał do pierwszej komunii i bierzmowania. Tłumaczy to tym, że choć nie wierzy, to tradycja katolicka jest niepodważalną częścią polskiej tradycji i kultury.
W podobny sposób ja obchodzę pogańskie święta, choć rok temu się nawróciłem i przestałem być rodzimowiercą. Po prostu obchodząc np. noc kupały, pomijam aspekt religijny. Traktuję to jako część słowiańskiej tradycji i myślę, że Jezusowi nie przeszkadza jeśli se poplotę wianki, potańczę przy ognisku a potem pójdę z fajną dziewuchą poszukać kwiatu paproci.
Czy ktoś potrafi mi przedstawić chociaż jeden lud lub jedną nację, która byłaby w pełni ateistyczna? Nie, ponieważ taki lud, czy nacja, zostałaby bardzo szybko zasymilowana z sąsiadami.
W czasach przedchrześcijańskich istniało jeszcze większe zróżnicowanie niż dzisiaj. Bo nie tylko każdy lud, jak Słowianie, Celtowie, Germanie itd. mieli swoich Bogów, ale często też dwa plemiona z tego samego ludu nazywały tych samych Bogów trochę inaczej i mieli inne obrzędy i inne święta. I dzięki temu Krywicze odróżniali się od Wiślan i dzięki temu Słowianie odróżniali się od Germanów. I jestem pewien, że gdyby Wieleci albo Obodrzyńcy byli plemionami ateistycznymi, zostaliby podbici przez Niemców o wiele wcześniej.
Chociaż warto pamiętać o przedchrześcijańskich korzeniach Europy, nie ma co podważać faktu, że współczesna Europa została zbudowana na fundamentach chrześcijańskich. I kiedy np. Francja poszła drogą ateizacji i świeckiego państwa, przestała być  ”najstarszą córa Kościoła” a stała się najmłodszą córą islamu. Bo jak już wcześniej pisałem, religia jest takim samym nieodłącznym elementem narodu, jak kultura i język. Przyroda zaś nie cierpi próżni i kiedy we Francji zabrakło elementu chrześcijańskiego, zastąpił ją dominujący element islamski. Element, z którym wojujący ateusze i antyklerykałowie nie mogą sobie poradzić, chociaż ten element islamski zawiera wszystko to, czego oni nienawidzą. Walczą z Kościołem, co w realiach francuskich przypomina kopanie leżącego, a z Islamem walczyć nie mogą, bo brakuje im jaj i płynącej z Wiary siły i determinacji. Jak to powiedział Jerzy Urban: „Z muzułmanów śmiać się boję, bo zabijają; gdyby katolicy w Polsce zabijali, to też bym ich nie ruszał, bo jestem tchórzem”.
Religia jest ważna również ze względu na stan moralności społeczeństwa. Oczywiście istnieją jednostki, które i bez dekalogu posiadają silne poczucie moralności, choć jest to zdecydowana mniejszość (choć wielu się za takich uważa :P). Ludzie, którym od dziecka wpajano 10 przykazań, choć sami np. nie wierzą, są mniej skłonni do popełniania przestępstw, tak samo jak ludzie pochodzący z „ciemnej, zabobonnej” prowincji. Poniżej zaś znajduje się mapa Europy i procent małżeństw, które kończą się rozwodem. Największy procent jest właśnie w byłych krajach Związku Sowieckiego, gdzie przez dziesięciolecia zamieniano kościoły, cerkwie i synagogi na magazyny czy muzea zabobonu (dosłownie), a także w krajach zachodnich, gdzie w myśl ateizacji państwa i społeczeństwa, Kościół został zepchnięty na margines. Wiem, że niektóre małżeństwa to są przypadki beznadziejne, ale ludzie wierzący, czy to praktykujący, czy też niepraktykujący, starają się swoje małżeństwa ratować, naprawiać i o nie dbać. Rozwód przychodzi dopiero wtedy, gdy już naprawdę nie da się nic zrobić. Inaczej to wygląda w państwach, gdzie ślub można wziąć w 10 minut, a rozwód w 15.

https://wirtualnapolonia.files.wordpress.com/2015/11/procent-malzenstw-konczacych-sie-rozwodem-w-europie.jpg?w=1400

Przejrzałem wczoraj w nocy moje stare wierszuchy. Nie wiedziałem, że można tak bardzo nienawidzić własnej twórczości.
Teraz już wiem, jak się czuje Bóg.

Patriotyzm i konserwatyzm to taki współczesny punk rock.
Jest to bunt przeciwko pewnemu establishmentowi i systemowi, który został przez niego stworzony. Jest to bunt przeciwko terrorowi politpoprawności i obłudzie.
Ale żeby obrzydzić komuś punka, wystarczy, żeby punk trafił do mainstreamu. Wtedy pojawia się komercja, pedalski punk typu Green Day, a także dresiarsko-dyskotekowy irokez, czy takie kiczowate zielone „czapki” z irokezem dostępne na imprezach sponsorowanych przez piwo Lech. No i oczywiście pojawiają się też pozerzy.
Z radością obserwowałem modę na patriotyzm, która zaczęła się pojawiać w Polsce i analogicznie na Białorusi. A potem pojawiły się kije bejsbolowe z Małym Powstańcem, pościel z godłem Polski, czy polska flagą, którą jakaś karyna wytatuowała sobie nad cipą.
Wraz z komercją, pojawili się też pozerzy, którzy nie rozumieją wartości jakie noszą na koszulkach. Chyba, że jest to akurat koszulka z hasłem „Cały nasz chuligański trud, Tobie ukochana Ojczyzno”. Wtedy zdemolowanie przystanku, czy danie w mordę pierwszemu lepszemu typowi na ulicy jest już uzasadnione. Patriotyczna koszulka jest dla nich tożsama z gwiazdą szeryfa, a skopanie typa który krzywo na nich spojrzał przemienia się w obronę Polski przed lewactwem. I później tacy pozerzy krzyczą „jebać lewakuf”, choć o prawicy w sensie światopoglądowym, czy gospodarczym, nie mają zielonego pojęcia. Widziałem też zdjęcia aresztowanych za kradzież typków. Jeden miał bluzę z husarią, a drugi z krzyżem NSZ. Później widziałem takich rzeczy więcej…
Mam nadzieję, że kiedyś do nich dotrze, że pewne wartości należy nosić w sercu, a nie na koszulkach/skarpetkach/bokserkach.