Bycie pisarzem to bardzo szlachetna i niewdzięczna praca. Zwłaszcza ciężko jest na początku, gdy jakby nie patrzeć pracujesz za darmo. Poświęcasz każdy wolny dzień, każdą wolną noc i nie masz gwarancji, że coś z tego będzie. Może jedynym skutkiem męczenia się przez rok nad książką, może być to, że wydawca postanowi wykorzystać maszynopis jako podpórkę pod stół, żeby się nie chybotał. A i po kilku latach pisarzowania, wcale nie jest lepiej. Dlaczego więc to robić? Dlaczego to robimy? Dlaczego ja to robię? Może temu, że pisząc, czuje się niewyobrażalną moc i potęgę? Bo można tworzyć światy, uniwersa i wszelakie rzeczywistości za pomocą kilku machnięć długopisem? No i w przeciwieństwie do Boga, nie potrzebujemy gliny, by stworzyć człowieka. Wystarczy tylko klawiatura lub długopis. A może tu chodzi o ekshibicjonizm? Jakby nie patrzeć pisarstwo jest najwyższą formą ekshibicjonizmu, bo nie pokazuje się swojego ciała, a to co jest w środku. A może to chęć by swoimi myślami mieć wpływ na rzeczywistość i na umysły czytelników? Jakby nie patrzeć, słowa moją moc. A „z wielką mocą, wiąże się wielka odpowiedzialność”.
Może niektórych do bycia pisarzem pociąga wpływ na kulturę. Państwo jednak nie dba o kulturę i cały czas myśli jak tu gnębić pisarzy, czy to nakładając coraz większy vat na książki, czy chcąc kraść 200 zł z każdego zarobionego tysiąca.
Kiedy jest tyle pewnych zawodów, czemu wybierać więc ten? Nie wiem. Z nieodpartej potrzeby pisania? To się nazywa grafomania. Z wyżej postawionych powodów? Żeby pokazać światu co nam w środku siedzi? A może temu, że jesteśmy zawiedzeni obecną rzeczywistością, więc chcemy tworzyć sobie własną? A może chcemy być pisarzami, bo to jedyne co umiemy robić? Bo sławy i pieniędzy z tego nie ma. Po co więc? Może Wy wiecie? Bo ja na pewno nie. A może to jest po prostu „powołanie”?

Zapraszam na swoją fanpage na facebooku ;)

https://www.facebook.com/pages/Edward-Horszty%C5%84ski/234295336732681?fref=ts