Ja wcalę nie piszę dla sławy

Ja wcale nie piszę dla sławy. Dla kasy też zresztą nie i nie ma to nic wspólnego z mylnym przekonaniem, że skoro literaci i dziennikarze podpisują się swoim nazwiskiem, które pojawia się tu i tam, to znaczy, że muszą być sławni, a skoro są sławni, to znaczy, że śpią na kasie. Tak jednak nie jest, chyba że jest się autorem Harrego Pottera, Zmierzchu, czy 50 twarzy Greya, albo prowadzi się główne wydanie wiadomości w jednym z głównych kanałów.
A nawet gdyby jednak tak było, to nie miałoby to dla mnie większego znaczenia, gdyż nigdy nie byłem materialistą, ani w przeciwieństwie do większości ludzi nie marzyłem o super samochodzie, wielkim domu i o sporej liczbie zer na koncie. Ot, wystarczy mi tylko tyle, żeby zawsze mieć w kieszeni paczkę fajek, a moja szklaneczka na rum i whisky nie była pusta zbyt długo. No i oczywiście na drobne zachcianki typu książka czy jakieś dziwactwa…
A jeśli chodzi o sławę, to cóż… może dawniej. A raczej nie może, tylko na pewno, gdyż jak wielu nastolatków miałem potrzebę, by udowodnić swoją wartość przed głupkowatymi rówieśnikami, czy też nauczycielami, którzy traktowali mnie jak głąba i mówili, że nigdy nic w życiu nie osiągnę. Od dawna jednak znam dobrze swoją wartość, i bez wyolbrzymiania, i bez przesadnej skromności, wraz ze wszystkimi plusami dodatnimi i plusami ujemnymi, także nie mam już potrzeby, żeby coś takiego komukolwiek udowadniać.
A więc co? Sława – nie. Rozpoznawalność – tak. Rozpoznawalność przekłada się na sprzedaż książek, dzięki czemu można zarabiać robiąc to, co się kocha i pisać dalej. A i żeby być publicystą, bądź konkretnie a i przede wszystkim felietonistą, w dobrych i poczytnych mediach, również trzeba sobie wyrobić nazwisko.
A sławę, oklaski i paparrazich mogę zostawić komu innemu. Ja jestem zwykły chłopak z Podlasia i nie dla mnie takie rzeczy… ;-)

E.H.

Ja muszę pisać. Muszę.

Jak człowiek poświęca się swoim pasjom, pracy i różnym działaniom, to nie ma czasu myśleć o głupotach. A ja się ostatnio rozleniwiłem i nawet grypa żołądkowa mnie nie usprawiedliwia. Miło jest spędzić cały dzień na czytaniu i oglądaniu filmów, ale im dłużej to trwa, tym ciężej się potem zmobilizować. A przy bezczynności, wraz z czasem pojawia się marazm. Im dłużej to trwa, tym zimniej i mroczniej, a uczucie beznadziei gęstnieje. Tak więc odpalam tego piepszonego worda i stukam w te piepszone klawisze. Żeby się ratować. I zająć czymś głowę.

Gdybym…

Gdybym musiał wybrać życie bez kawy, albo życie bez papierosów to… to bym w ogóle życia nie wybierał.

Zalewanie miasta betonem

Plac Kościuszki w Białymstoku był kiedyś zielony, zadrzewiony i ładnie komponujący się z ratuszem i fontanną. Dzisiaj mieszkańcom Białegostoku i przyjezdnym miasto kojarzy się z trzema słowami: beton, beton i jeszcze raz beton.
Teraz lokalne władze chcą popełnić taki sam błąd w Sokółce. Do widzenia parku! Daswidannia cieniu w upalny letni dzień! Auf Wiedersehen fontanno! Da (nie) pabaczennia stare drzewa! Choć jesteście stare i potężne, czas na emeryturę. W kraśniańskim tartaku. Chaj żywie kostka brukowa! Viva la beton!
Białystok przynajmiej ma rzut kamieniem od Placu Kościuszki piękny Park Branickich. My mamy Plac Piłsudskiego, plac przed kinem i plac przed cerkwią, a teraz jedyny normalny park również zostanie placem. Bo kilka krzaczków na brukowej patelni ciężko będzie nazwać parkiem.
Zmiany są potrzebne, ale nie tędy droga! Można by przywrócić do życia fontannę przed cerkwią, chociażby tylko na okres letni. Odnowić alejki, posadzić kwiaty, zrobić klomby. Zasiać ładnej zieloniutkiej trawy, na której można latem urządzić piknik. I z pewnością kosztowałoby to mniej niż planowane 2 miliony polskich nowych złotych.
Z nieznanych przyczyn każda kolejna sokólska władza wycina coraz to kolejne drzewa, jakby brakowało im pomysłów na inne zmiany. Nie trzeba być ekoświrem, by zauważyć, że coś tu jest nie tak. Idąc tą drogą, trochę strach pomyśleć jak będzie wyglądała Sokółka za kilkanaście lat.
Na przykładzie Białegostoku widać, że lokalne władze chcą naśladować duże miasta, mimo że Sokółka dużym miastem nie jest. I na tym polega jej urok.