Nie byłem przygotowany do tzw. „dorosłego życia”. Już w liceum mnie to przerażało. A potem pojechałem w Białystok, jak bez karabinu na wojnę. Życia musiałem się uczyć na błędach. I szedłem, potykając się co chwila. Czasem na czworakach, czasem ze skręconą kostką. Często kręciłem się w kółko, lub zatrzymywałem, myśląc, że żaden kierunek nie ma sensu. Gdy nie wiesz, do którego portu płyniesz, żaden wiatr nie jest dobry – pisał Sofokles. Tyle że nawet jeśli widziałem cel na horyzoncie, ciągle miałem kłody rzucane pod nogi.
Uczyłem się życia na błędach, ale była to nauka wartościowa. Tyle przeszedłem, że teraz już nic mnie nie pokona. I idę dalej, prosto z podniesionym czołem. Bo wiem już JAK iść i GDZIE. A te ciężkie i burzliwe kilka lat? To jedynie rozdział. Rozdział napisany przez los i własne pomyłki. Najlepsza akcja się dopiero zaczyna, a owa „autobiografia” będzie baaaaaaardzo długą książką.

Dział „wiersze” opuścił bloga i odszedł do krainy wiecznych rymów. Nareszcie. Już od dawien dawna chciałem to zrobić.

Wbrew wszelakim stereotypom, ulubionym napojem pisarza jest kakao. Ponieważ kakao nie chce robić problemów i się nie odmienia.