Wcześniej się czasem zastanawiałem, czy jakby asperger był uleczalny, lub gdyby nagle teraz wynaleziono cudowne lekarstwo, to czy bym skorzystał…
Myślę, że nie. Na pewno nie.
Bo szczerze mówiąc, to czuję się trochę jak jakiś X-men. Czy jakiś inny superbohater. I tak jak słabym punktem Supermena jest kryptonit, tak moim kryptonitem jest upośledzenie społeczne i lekkie opóźnienie w rozwoju emocjonalnym. Ale jest to coś za coś, bo jeśli chodzi o rozwój umysłowy, to jestem dużo do przodu.
(nie, to nie jest wywyższanie się, jak już ktoś mi mówił, tylko suchy fakt, no ale aspi często sprawiają takie wrażenie jakby się wywyższali, również ci w wieku dziecięcym sprawiają czasem wrażenie „mądralińskich małych profesorów”)
No i o ile znam teraz swoje ograniczenia w pewnych dziedzinach, to wiem, że w innych dziedzinach… nie ma żadnych ograniczeń. I można sięgnąć gwiazd.
A oprócz tego, wcale nie mam do Boga pretensji, że mnie takim stworzył. I w dużej mierze to właśnie ciężkie przeżycia związane z moją „innością” sprawiły, że jestem tym, kim jestem. Że mimo ostracyzowania, niezrozumienia i wyśmiewania, udało mi się do czegoś dojść. Zwłaszcza w czasach szkolnych potrzeba było wiele siły charakteru, by pozostać sobą. By nie dać się usunąć w kąt, by nie dać sobie niczego wmówić, by nie dać się zmielić na papkę z której jest ulepiona większość. Trzeba też było wiele siły charakteru by nie przyjść do gimnazjum z karabinem.
Gdybym był zdiagnozowany wcześniej, to również pewnie łatwiej byłoby mi wejść w dorosłe życie. Oszczędziłbym sobie kilka lat depresji, uzależnień, załamań nerwowych i różnych… prób. Ale dzięki temu, że dałem radę, mam teraz dupę ze stali. Widziałem mroczną stronę człowieczeństwa, mroczną stronę ludzkiej psychiki, upadek ducha ludzkiego, piekło nałogów i ludzką duszę w kajdanach. I w obliczu tego mroku, mroku którego nie potrafią oddać żadne wersy, żaden cytat z Nietzchego, żadne dolno i górnolotne frazy, udało mi się zachować siebie i sobą pozostać.
A że dalej nie radzę sobie w społeczeństwie? Cóż, mam takie prawo. Teraz przynajmniej wiem, że niewiele mogę w tej materii zrobić. Cóż, każdy Superman ma swój kryptonit :)